Strony

czwartek, 30 sierpnia 2012

Wieczory panieńskie.

Miało być na samczym podwórku, ale to czego się dowiedziałem zmusiło mnie do zerknięcia w cudzy namiot!

Miałem cichą nadzieję, że kobiety jednak zatrzymały się na komunie i robią takie przyjęcia tylko w domu. Z ogórkami na froncie, sałatką, babskim piwkiem, filmikami dvd, muzyką z radia, pogaduchami i tyle! Ale cholera nie!

Pierw,

lista koleżanek, najlepiej liczba dwucyfrowa, zaczynająca się od dwójki. Kredyt w banku i lecimy...

Ciche semesiki między zaproszonymi babkami już na miesiąc przed imprezą, by podnieść atmosferę. Strażak, hydraulik, milicjant, żołnierz oddziału chemicznego, robotnik... artysta uwalony farbą? Bez znaczenia, najlepiej trzymać się domysłów w tajemnicy przed zdziwionym waszym zachowaniem partnerem! Te niewinnie zakrywane usta, myślicie, że tego nie widać? Jak Gośka pisze, że musi mieć sześciopak! I nie chodzi jej o ten targany przez jej męża z monopolowego, a o spartański brzuch, zmuszający do jedynej reakcji: Ja pierdziele! Jak w photoshopie! Mogę dotknąć? łał, srał...
Idę o zakład, że mało która byłaby wstanie potem pójść z nim do łózka przy zapalonym świetle, mając w pamięci widok waszych oponek! Mimo posiadania męża! Ale wiecie co? Mniejsza o to! To Skandal, że równouprawnienia wkracza na tej płaszczyźnie jak szarża husarii pod Wiedniem!

Godzina zero. Partybus dojeżdża. Jak w filmach samochód jamnik zabiera wszystkie napalone mamuśki, które odstawiły na ten wieczór dzieci, mężów, gary, piekarnik i przypominają sobie stare dobre czasy! A w samochodzie czeka już na nich... Gość z muchą bez koszuli polewany przez nie szampanem! Świetna zabawa, nie? Już wole strzelać pestkami śliwek do kosza!

Zanim zdążą zawieść wszystkie do klubu, to w jednej chwili spijają się, bo głowa w przyjmowaniu alkoholu miała przerwę, że hoho! A na miejscu? Jasna cholera, piszczą jak nastolatki do śpiewających z playbacka Biberów! W przy krótkawych miniówach bez majtek! Jak tak można? pytam się Wy przykładne matki, dziewczyny, narzeczone! ;) he?

I te spartańskie torsys! Czy Wy naprawdę wszystkie reagujecie na nie zawsze tak samo? To jest jakiś obłęd... Do czego to porównać... do nowej zabawki kupionej dziecku, któremu mienią się oczy ze szczęścia przez cztery godziny?

Alkohol umiera ostatni... A zamartwiający się maż pierwszy!


Koszula.

No tak Koszulo, najlepiej abyśmy podczas ostatniego dnia naszej wolności siedziały zamknięte w domu. Wypiły grzecznie po lampce wina, obejrzały jakąś komedię romantyczną i powzdychały: 
Ty już masz swojego księcia i Wasze życie też będzie jak w filmie... bla bla...
Po czym grzecznie kładziemy spać, by być wyspanym i wyglądać olśniewająco dnia następnego!

Tere fere Maleńki!
To ostatni dzień wolności! Później czip na palcu i tyle z imprezowania bez granic! Poza tym na układ z komedią mogłabym się zgodzić pod warunkiem, gdyby i mój luby wypił grzecznie jedno, góra dwa piwa i poszedł spać... ale jak się zajrzy do Waszego "namiotu"?

Piwo lejące się strumieniami. Klub wybrany już kilka miesięcy wcześniej, w końcu nawet się zastanawiać nie musieliście. Wszystko dograne przez świadka, który za szczyt swych ambicji postawił sobie abyś o tej nocy długo nie zapomniał! Atrakcja goni atrakcję, a głupich pomysłów macie od metra! W końcu wieczór kawalerski, musi być znacznie lepszy od wieczoru panieńskiego! Poprzeczka postawiono wysoko, bo wywiad był zrobiony. Ach te kobiece długie języki!

A później... później tylko masa zdjęć, które przypominają Wam o tym jak wspaniale było (czytaj: pokazują co robiłeś tej nocy i skąd ten kac). Dowiadujesz się skąd ta damska bielizna na Tobie, o i popatrz masz nowy nabytek w postaci tatuażu z bykiem? Patrzysz najpierw przerażony, a później oddychasz z ulgą, że to tylko henna! Patrzysz na kompanów. wyglądają jak chodzące nieszczęścia, ale te ich obłędne uśmiechy na twarzy mówią, że ten wieczór będzie niezapomniany nie tylko dla nich.
Teraz już możesz być przykładnym mężem i ojcem!

I tak! Musimy tak reagować na sześciopaki, w końcu w zaciszu czterech ścian musimy zadowolić się tylko bojlerkiem...

Szminka :))

czwartek, 23 sierpnia 2012

NsNp

Moja miłość do robotników rośnie z każdą minutą. Jeszcze troszkę, a dźwięk piły staną się niczym dźwięki ukochanej muzyki. W końcu do wszystkiego przyzwyczaić się można... A ten metaliczny dźwięk jest mym budzikiem, towarzyszem porannej kawy, obiadu... Jedynie nie utula mnie do snu. Tutaj jego miejsce zajmują świerszcze... Ot taka miła odmiana.
Jednak nie miało być o mojej miłości do robotników, chociaż przyznaję, staram się widzieć pozytywne strony tego, że mam takie zacne towarzystwo za oknem. Dziś na przykład podziwiałam muskulaturę i wytrwałość Panów... 

Wracając do początku, a raczej do końca. Do końca, bo to o końcu wakacji i nie tylko wakacji miało być. Zacznę nieco sentymentalnie (Tak, Koszulko, wiem, że to lubisz). Chociaż słońce przygrzewa ze zdwoją siłą wszędzie można odczuć już pierwsze oznaki jesieni. W zapachu traw, smakach, a  przede wszystkim w nastroju. Nikt nie cieszy się na jesień, bo zwiastuje ona nadejście zimy. Ot, taka pora roku gdzie jest wiecznie zimno, a poprzedzona jest pluchą. Mało optymistyczna wizja.

Niestety ta wizja udziela się wszystkim wkoło. Kiedy patrzę na twarze znajomych widzę, że i oni pomimo młodego wieku zachowują się jakby przeżywali jesień swojego życia. Skończone studia, tytuł magistra nie budzą w nich radości, a wywołuje strach. Strach przed tym co będzie, a raczej przed tym czego nie ma. Ich uporządkowany tryb życia został zachwiany. Wcześniej wiedzieli, że po wakacjach czeka na nich uczelnia. Teraz, teraz ich wakacje trwają tyle, ile chcą. Tylko, że oni chcą aby ich wakacje nazywane były urlopem i trwały tyle ile ustawa przewiduje. Chcą też pracować w zawodzie, bo w końcu te kilka lat studiów, ten zainwestowany czas, to wszystko miało być po coś. 

Patrzę też na kolejną grupę osób, która pomimo tego, że już swój etat posiada nie jest szczęśliwa. Osiągnęli, to co chcieli i.... i właśnie zastali się. Wiedzą, o której mają wstać, co robić w wolnym czasie, jednak ich praca jest tylko 8 godzinną rutyną. Nie narzekają, bo inni mają gorzej, a zawsze lepiej jest mieć coś, niż tego nie mieć.

Co łączy te obie grupy? Moment, w który osiągnęły swój cel, a nie wiedzą jaki jest kolejny. Boją się marzyć. Osiągnęli już tyle, więc jak mogą oczekiwać czegoś  więcej. Bądź wierzą innym, którzy mówią "Tobie i tak się nie uda" i zaprzepaszczają swoją szansę. Nie ma to jak na wstępie podciąć sobie skrzydła.

Wiecie, kiedy jeszcze byłam w liceum na szkolnych ławkach często widziałam napis NsNp. Niby nic. W końcu takich napisów wiele, tylko, że przeważnie opiewają one albo w wyznania miłości, tudzież niewybredne komentarze odnośnie nauczyli. Długo patrzyłam na te litery i nie dawały mi one spokój. Kiedyś jednak przysiadł się do mnie znajomy. Ponownie przed oczami pojawił mi się owy napis. Oczywiście ja i mój długi język, który za zębami nie potrafi długo posiedzieć. Zaczęłam z nim rozmawiać i tak przypadkiem temat zszedł na owe kilka literek. Jak się okazało miałam szczęście, nie tylko wiedział co owy napis oznacza, a także był jednym z jego autorów.
Czy dać Wam chwilę, na rozwinięcie tego skrótu?
Nie jednak nie będę Was trzymać w niepewności.

Nigdy sNie poddawaj!

Ktoś z Was by zgadł? Ja byłam wtedy bardzo zaskoczona. Później na długo zapomniałam o tym. Rozwiązałam zagadkę i nie było to już tak fascynujące. Jednak pewnego dnia, kiedy wszystkie siły witalne mnie opuściły, a kolejny dzień zwiastował katastrofę na jednej z gablot ponownie zauważyłam ten napis. Przypadek? Być może? Jednak dla mnie wtedy to była niesamowita motywacja. Motywacja, która trwa po dziś dzień.

Pomimo, że jesień zaczyna pukać do naszych okien, trzeba pamiętać, że i z niej można odnaleźć coś wspaniałego. Zima, może być czasem, który pozwoli nam zastanowić się nad obraniem drogi, by wraz z wiosną, czy też Nowym Rokiem (Nowym Krokiem) zacząć odnajdywać siebie.
Jedak jedno jest pewne, nigdy nie wolno przestawać marzyć i wątpić w siebie. Najgorsze co można zrobić, to skazać siebie na porażkę i nawet nie spróbować "bo i tak się uda". Dla tych co mają gorsze dni, i dla tych, którzy czują że jesień dopadła i ich - NsNp! Nigdy się Nie poddawajcie, bo nie wiadomo, co może się Wam przytrafić!




Szminka :)

piątek, 17 sierpnia 2012

Barwa słów.

Natchniona ostatnim wpisem Koszuli, postanowiłam napisać coś niecoś o mojej słabości do męskich... głosów. Jako osoba patrząca na świat nie tylko przez różowe okulary, mam troszkę bardziej wyczulony słuch niż przeciętna istota. Objawia się to lekkim bzikiem na punkcie barwy głosu. W szczególności męskiego głosu. Uwielbiam kiedy facet ma niski ciepły głos, gdzie jednym zdaniem potrafi zawrócić w głowie, a co dopiero jeśli dojdą do tego walory wizualne!

Pamiętam jak kiedyś stałam się "ofiarą" zabawy mojego znajomego. Ja niczego nieświadoma grzecznie w łóżeczku leżąc i będąc pogrążoną w lekturze bodaj kolejne części "Oka Jelenia", którym kiedyś już Wam wspominałam  słyszę cichutkie "Don't worry, be happy" gwizdam sobie razem z Marleyem po czym uświadamiam sobie, że to mój nowy dzwonek i że by tak odebrać wypadało! Zerkam na ekranik i lekko zdziwiona odbieram. Nawiązuje się krótka rozmowa przysłowiowa gadka szmatka: co słychać itp itd... I tak dobre 10 minut. Nagle słyszę niekontrolowany rechot w telefonie! I pada pytanie:

- Czy Ty wiesz z kim rozmawiasz?

Tutaj była chwila konsternacji! (No dobra dłuższa chwila konsternacji grubo po północy było... )W końcu mnie olśniło, zerkam ponownie na ekranik i ładnie recytuje kto. Jednak zonk bo w oddali dalej słyszę niekontrolowany rechot. W końcu ten od dziwnych dźwięków bierze telefon i wtedy mi się dostało:

- Ładnie to tak kolegów nie poznawać!

Okazało się, że wymyślili sobie zabawę pt. dzwonienie do koleżanek i sprawdzanie, która ich po głosie pozna. Moje tłumaczenie, że taaak dawno nie rozmawialiśmy, że późna godzina na nic się nie zdały... Poległam. Ubaw ze swojego dowcipu mieli... Moje zdrowie wypili między czasie i to na dwie nóżki.
Do telefonu wrócił mój pierwotny rozmówca... I tutaj jak zaczęliśmy rozmawiać, tak skończyliśmy około 3....Później otrzymałam mms kartki na której był jego numer i śliczne serduszko. Wysłany z jego telefonu co tylko świadczyło o ich stanie (do dziś nie potrafi mi odpowiedzieć na pytanie jaki cel był był w wysłaniu mms z jego telefonu, z jego numerem ;)). W każdym razie dzięki temu, że mnie swym głosem zauroczył spotykamy się do dziś.

W moim przypadku 50% uroku faceta tkwi w jego głosie. Musze lubić jak do mnie mówi, w szczególności szeptem :))

A Ty Koszulko masz jakieś wymagania odnośnie kobiecych głosów?


Szminka.
 
Liczyłem po przeczytaniu tematu wpisu, że co nieco mnie pochwalisz! Rozumiem Cię jednak w pełni! Również jak dziewięćdziesiąt pięć procent facetów mam bzika. Na punkcie Waszych służących do ssania urządzeniach. Ważne by nie były podatne na grawitacje, oraz, żeby dało zawiesić się na nich kapelusz. Warunki spełnione? Lecimy do ołtarzu!

Mam nadzieję, że te rozmowy z tym Twoim znajomym, będą się regularnie powtarzać! Lubię weselną wódkę! Po niej mogę wytrzymać dwie godziny dłużej, niż przy zwykłych. Dlatego też ponaglam Cię do zrobienia pierwszego kroku i wysłania mu miśka trzymającego serducho! Gdybyś postanowiła mu się oświadczyć, też nie miałbym nic przeciwko. Mógłbym zostać świadkiem, ostatnio nabrałem doświadczenia, więc nie musiałabyś się przejmować.

A co do barwy głosu. To jeżeli nie jest on typowo należący do prostytutki siedzącej w zawodzie od bierzmowania, to da się przeżyć. Wystarczy, jeżeli potrafi sklecić trzy zdania w towarzystwie, bez alkoholu. Ja, pozwalający sobie co jakiś czas, mówić w imieniu moich pierwotnych braci rozpalających ogień w jaskiniach. Twierdzę że, nie przykładamy do tego takiej wagi jak Wy. Potrafimy myśleć bardziej przyziemnymi kategoriami, co poruszyłem już na wstępie!

Radiowcy, bez jej charakterystycznej urody. Co jest niestety przytłaczającą przywarą. Potrafią zmoczyć nie jedną kobitę samym przywitaniem się. Taki na przykład Wojciech Mann, ileż to niewiast musiało wzdychać do tego głosu. Wyobrażając sobie atletyczną posturę biegającą systematycznie na sopockich plażach, he? Przyznawać się bez bicia! Ja sam sobie go tak wyobrażałem!

Ty się zastanów nad tym weselem. Ta wódka wszystkim dobrze zrobi! 

Koszula

środa, 15 sierpnia 2012

Kobieta w reklamie.

Reklamy. Otaczają nas z każdej możliwej strony. Czy tego chcemy, czy też nie jesteśmy na nie skazani. Towarzyszą nam podczas wieczornych seansów filmowych, abyśmy bez przeszkód mogli obejrzeć interesujący nas film, nie narażając na uszczerbek naszego pęcherza. Są z nami podczas emocjonujących turniejów, aby chociaż na chwilę ostudzić nasze emocje i byśmy wraz z nimi nimi mogli zanucić jakąś motywująca melodię (Ach ta nasza radość, kiedy zamiast oglądać jak radzą się nasi widzimy reklamę sponsorów!). Są naszym doradcą, sposobem na życie. W końcu to co reklamowane "musi być dobre".

Reklamodawcy prześcigają się w tym abyśmy zapamiętali oferowany przez nich produkt. I tak, Serce i Rozum stały się naszymi maskotkami, gdzie mimowolnie wypatrujemy kolejnych przygód tej jakże uroczej pary. Śliczna modelka mówi nam, że musimy zakupić nowa maskarę w końcu w końcu: Jesteśmy tego warte!", a mężczyzna, które używa produktów Axe przyciąga do siebie nawet anioły...
Patrzymy na to wszystko przez palce. Uśmiechamy się mimowolnie do ekranu, czasami gratulujemy pomysłu, a czasami... no właśnie czasami załamujemy ręcę.

Ostatnio zauważyłam, że nawet reklamy "spadły na jakości". Jak kiedyś ich pomysłodawcy potrafili zaskoczyć! Reklama potrafiła stać się hitem i przedmiotem żartów wielu, tak dziś budzą zażenowanie. Producenci bazują na najbardziej prymitywnych instynktach. 
No powiedzcie mi moi Drodzy, co ma wspólnego półnaga kobieta ze skupem złomu? Jak dla mnie nic. Jednak to nie najgorsze połączenie na jakie trafiłam. Oto kilka reklam, które zaskoczyło mnie, niestety nie było to pozytywne zaskoczenie.





Mnie jako przedstawicielkę płci pięknej takie reklamy burzą. Zapewne w zamyśle autora miały być zapamiętane, i kojarzyć się... No właśnie z czym, bo na pewno nie z reklamowanym produktem? Na pierwszy rzut oka reklamują one domy publiczne, jednak kiedy się przyjrzymy, że nie do końca... cycki, dupa, nogi plus wulgarny slogan. To jest to co ma przyciągnąć potencjalnych klientów. Nie trudno się domyśleć, jaka jest grupa docelowa owych reklam. Na pewno nie są to kobiety! No właśnie Panowie, z Koszulą na czele, czy takie reklamy Was przyciągają? Czy pamiętacie coś więcej poza obrazkiem na bilbordzie? I czy skorzystalibyście z oferty tak reklamowanej?


Szminka.

Z reklamami w internecie można sobie poradzić w prosty sposób. Gorzej z krzykliwymi informacjami w postaci tematów z wykrzyknikami, gołych dup i przysłoniętych cycków. Tutaj przyznaję się bez bicia. Klikam, klikam jak idzie! Gdyby przyjąć, że jesteśmy częścią wielkiej masy, to kupując meble zwrócilibyśmy uwagę nie na blat kuchenny, ale na opuszczone majteczki Pani w szpilkach. Będąc reklamodawcą pomyślałbym nad lepszym połączeniem! Pani leżącej na blacie bez majtek! Ikea poszłaby w odstawkę jak Boga kocham!

Czy reklamy spadły na jakości? Proszę Cię... zobacz na youtubie ich dawne wydania. Idzie załamać ręce. Cóż takie czasy były. Czy można mieć pretensje, że erotyzm wypełnia nasze codzienne widoki podczas poruszania się do pracy/szkoły itp? Widocznie jest to skuteczne, a skoro jest skuteczne, to po co zmieniać? Tylko dlatego, aby pare osób mogły skomentować merytorycznie sens reklamy? Kiedy z samego założenia ma ona opróżnić nasze kieszenie? Nie! Mi tam nie przeszkadza wisząca reklama na kościele w Berlinie, reklamujący dom publiczny. Bo dlaczego ma mi przeszkadzać? Zawsze mogę patrzeć w kostkę brukową. Nie mogę pomijać faktu, że żyję także inni, którzy mają inne zdanie. Kilkanaście miliardów ludzi włóczy się obok.

Byś się zdziwiłą ile kobiet zerka na te wyphotoshopowane kobitki reklamujące karmę dla psa, nie koniecznie myśląc o karmię. <szturcha łokciem w bok> Jeżeli wiesz co mam na myśli tubko ;)

Koszula.



niedziela, 12 sierpnia 2012

Dyskusja - zaskoczenie :-)

Mroźno się zrobiło, późny wieczór. Naszła mnie wizja oglądania filmu, bądź wyjścia gdzieś na pole. (dwór? powiedzcie to w Krakowie, a zaraz po zębach dostaniecie!) Sądziłem, że obędzie się bez dłużej analizy, lenistwo łapiące się tylko do filmu przegrało. Polemika smsowa i proszę jak siła nacisku skutkuje. Kolejne pytanie, gdzie? - tutaj bezapelacyjnie wygrywa pub. Mam takie miejsce, do którego kiedyś bardzo często chodziłem, ale przestałem. Najwyższy czas, aby odwiedzić stare śmieci. Lustro, patrzę, wystarczą mi dwie minuty. Akurat fryzjerce udało się mnie obciąć tak jak chciałem, aż jej rzuciłem piątaka napiwku. Zaczesałem włosy na bok, trochę wody pomogło, lustro pokazuje rzymski gest darowania życia. A to oznacza, że wyglądam lepiej niż Hitler! Można iść... a tak, jensy - wyjście w samych majtkach nie byłoby najlepszym pomysłem. 

Drewniane ciężkie wysokie drzwi. Ile razy się tędy wchodziło wstanie wskazującym - przypomniało mi się, wywołując uśmiech miłego wspomnienia. Wiele się nie zmieniło. Stół bilardowy stoi jak zawsze, z góry szeroki zakryty lampion. Klimat w odcieniach ciemniejszych, taki jaki powinien być w każdym pubie i taki jak lubię. Dodali tylko wykładzinę w sześciokątną figurę geometryczną, jako wzór - nieco spieprzyli, to bardziej do szpitala pasuje - mniejsza. Cztery drewniane masywne kolumny w środku. Nowe stoliki prostokątne z przymocowanymi od razu ławkami dla dwójki ludzi. Kilka dla dwóch osób no i loże po bokach, takie jak z amerykańskich fastfoodów, obite skórą. Bar drewniana zabudowa i wysokie krzesełka, nowa osoba za ladą - nie kojarzę, wcześniej był mężczyzna, teraz kobieta. 

Panuje sympatyczna atmosfera. jest wieczór, znajomi zbierali się hurtowo by podsumować tydzień, obgadać nieobecnych, napić się i dobrze zabawić. Większość młodzi, atakując po mało do średniego wieku. Siadam przy barze, jestem sam, przyszedłem tylko się napić, naładować i wrócić. Lubię obserwować innych, jak się śmieją, gadają, gestykulują - to mnie ładuje. Zamawiam lokalne duże piwo. Dziewczyna uśmiecha się. Nalewa, kładzie na ladę. Kusiło mnie, żeby ją zachęcić do popchnięcia szkła przez całą długość drewnianego blatu, jak na dzikim zachodzie, ale w ostatniej chwili sobie darowałem. Proszę - dziękuję. W tym momencie podchodzi dziewczyna. Robiła większe zamówienie dla znajomych z którymi przyszła. Siada jedno miejsce dalej po mojej prawicy. Zerkam na nią, biały top na ramiączkach, szeroki pas podtrzymujący ciasne jensy, miseczka coś z d, ładnie wyglądające, nie powiem... Brakło mi tylko widoku nippelsów do rozjuszenia wyobraźni.Włosy bujne, taka fryzura jak lubię, choć sięgała pleców. Rozczesuje je do tyłu, zauważając mnie. Nie wiem dlaczego, ale od razu oderwałem spojrzenie, zdążyłem zaobserwować tylko pojawiający się u niej uśmieszek. Spoglądała na mnie, akurat nie lubię swojego profilu, ale kij... zaraz odejdzie. Siorbię piwko, patrząc przed siebie. Na półki z alkoholem. 

To ty? - usłyszałem zdziwienie. Przynajmniej nie wyrzuciła "kobieta, czy pieniądze" - przekręcam głowę w jej kierunku. Nie znam jej - stwierdzam. Westchnęła - drań, wyszczerzyła zęby żartując. Rozejrzałem się po bokach, nie wiedząc o co chodzi. - dobry wieczór...- odparłem - Ta odchyliła do tyłu głowę śmiejąc się dość głośno, wręcz... rżąc. - daj spokój, naprawdę mnie nie pamiętasz? - obawiam się, że nie - odpowiadam. - Jarek, Krzysiek, Magda - teraz coś kojarzysz? Coś mi się zaświeciło, pokazałem na nią palcem. - to czasy wspólnego mieszkania, stara gwardia, cholera, faktycznie... Kaśka? - mówię ucieszony. Tej miną zrzedła. - Asia... - brzmi podobnie - tłumaczyłem się bezradnie. - mniejsza, co tak sam siedzisz? - ja tylko na chwilę, zaraz będę się zbierał. - po takim czasie, nie puszczę Cię, musisz mi wszystko opowiedzieć. Sporo o Tobie myślałam, ciekawiło mnie jak się toczy Twoje życie, no ale... tak jakoś dziwnie wyszło - kiedy się ty tak zmieniłaś? - powiedziałem niespodziewanie. - Mówisz o moich cyckach? - złapała za nie, po prostu bardziej je pokazuje - zgadza się, teraz są jakby widoczniejsze - patrzę na nie, nieco speszony, cholera! Traktowała mnie jak kumpla z woja, a ja tu z dystansem... 

No więc - czekaj, zaniosę tylko znajomym zamówienie. Kiwnąłem potwierdzająco głową, zaczekałem ucieszony. - dalej pijesz to samo? - tak - śmiała się. Zamówiłem więc drinka dla niej i dla mnie. Rozmawialiśmy nieco o naszym życiu, żaląc się na różne sprawy. Zeszło nam dobre z dwie godziny. W końcu jej znajomi już wyszli, zostaliśmy sami, nieco podchmieleni staliśmy się bardziej szczerzy. Aż złapałem ją za cycka! Cholera, ostatnio zdarzyło mi się to już drugi raz! Tyle, że wtedy złapałem za dwa, w żartach oczywiście! Kogoś innego... Przypomniały mi się pewne emocje, te lepsze... najlepsze :- ) Bardzo za nimi tęskniłem. Ostatnio byłem taki bez orientacji, że dałem swojemu operatorowi wcisnąć telefon dotykowy, przed którymi broniłem się jak przed ogniem... Na szczęście udało mi się zapisać numer!!! 

Skąd ten wpis? Korzystam z uroków braku tubki czerwonej substancji. Ale, żeby nie było, że zamknie mi tekst... to:

Czy Tobie przytrafiła się w ostatnim czasie ciekawa konwersacja, która wywołała u Ciebie uśmiech, zmieniając aktualną postawę? < - :
(krótka odpowiedź, tak, bądź nie - nie liczy się!) 

Koszula

Przykro mi Koszulo. Jednak ja nie zaskoczę taką przygodą. W pubach bywam rzadko, nawet trzeba byłoby dodać bardzo rzadko. Ostatnio bliższe mi lasy, rzeki i jeziora. Rozmowa z naturą jest bardziej monologiem niż dialogiem! A ostatnio uśmiech mój wywołuje słońce, kiedy tylko wyjdzie zza chmur :)

Pozdrawiam,
Szminka.
 

czwartek, 9 sierpnia 2012

Stara miłość nie rdzewieje.

Zawsze z niedowierzaniem patrzyłam na osoby, które po długoletnim  związku, wszem wobec ogłaszanym jako miłość, aż po grób, po niespełna kilku miesiącach wpadały w sidła nowego uczucia. Oczywiście, nie mówię, że powinny pokutować takim sam okres czasu, jaki owy związek trwał. Nic z tych rzeczy. Jednak uważam, że na wszystko trzeba czasu. Przelotne zabawy, romanse, by na nowo poczuć smak wolności jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jednak kiedy widzę, że takowa osoba pakuję się w poważny związek zapala mi się czerwone światło w głowie.

Nie chce patrzeć na ten związek przez pryzmat tej osoby po rozstaniu. Chce na to spojrzeć przez pryzmat tej nieświadomej osóbki, która staje się dla niej ostoją. Jest niczym poduszka, w którym wypłakujemy się gdy mamy zły dzień. Robi za tampon emocjonalny, chusteczki, wszystko po to, żeby na twarzy zagościł uśmiech. Staję się przyjacielem, powiernikiem, a z czasem też i kochankiem. Miedzy pocieszanym, a pocieszającym rodzi się uczucie. Ten drugi angażuje się w to w 100%. Daje z siebie wszystko, w końcu wie przez co jego ukochany/ukochana przeszedł. Wie, że musi go chronić i nigdy nie skrzywdzi jak jego poprzednik/poprzedniczka. Wie o tym dobrze, że musi być cierpliwy i wszystko wymaga czasu. Kiedy widzi, że jego starania przynoszą efekt, serce zaczyna radośnie mu tańczyć, wiruje jego cały świat. Już widzi najbliższą przyszłość. Czyni ku temu kroki aby stała się ona realnym...

Jednak pewnego popołudnia słyszy:
- Ja wiem, tyle dla mnie zrobiłeś, jestem Ci bardzo wdzięczna/ny... Przepraszam, że Cię skrzywdziłam/łem... Jednak ja ją/jego nadal kocham... On/Ona się zmienił...


Świat  pocieszyciela legł w gruzach. Osoba, która zarzekała się, że były/ła nic dla niego nie znaczą, która mówiła, że jest dla niej/niego taki dobry, że nie wie co by bez niego zrobił/ła oświadcza nagle, że nigdy do niego nic nie czuła.
Pocieszacz czuję się jak zabawka. Jak chusteczka, który miała służyć do wytarcia łez, jednak już się zużyła i jest niepotrzebna. Zainwestował tyle czasu i uczucia w drugą osobę, by na końcu usłyszeć:
"Przepraszam, że Cię skrzywidziłem/łam"

Ja patrząc na takie scenki zastanawiam się zawsze jak można być takim egoistą i tak wykorzystać drugą osobę? Ktoś powie "wielka miłość". Wielkie uczucie, którego poskromić nie można. Nie przeczę, tak może być. Jednak wchodząc w nowy związek powinniśmy być pewni, że wszystkie sprawy mamy pokończone, a osoba która o nas zabiega nie jest tylko zabawką na otarcie łez.
Podobno zdrada jest jedną z najgorszych rzeczy jaką można wyrządzić drugiej osobie. Ja jednak dodałabym tutaj rzecz jak dla mnie równorzędną: usłyszeć od drugiej osoby, że nigdy nas nie kochała.


Szminka.
Już widzę u Ciebie te kąciki ust rozszerzające się od ucha do ucha. "Miłość, aż po grób". Otóż przypominam osobnikom lepiącym się do tej zwodniczej tezy, że jesteście w błędzie! Otóż w tym momencie, w chwili, kiedy związek oddycha pełną piersią, nurkując w uczuciu szczęścia. To mają pełne prawo do takich deklaracji. Mamy potępiać te odważne słowa? Dlaczego? Czy student, obiecujący swoim rodzicom, że skończy kierunek, to poważne przegięcie? zobowiązujące do zamykania ust? naprawdę?

- Synu, skończysz tę psychologię?
- Nie mogę Ci odpowiedzieć, gdyż istnieją pewni ludzie, którzy tylko czekają, aby potwierdzić swoje sklejane chińskim klejem terorie.
- Więc nie licz na finansowanie. Ty jełopie!

Emocje emocjami, ale trzeba żyć dalej. Kiedy tracimy codzienność z bliską dla nas osobą. To nie siedzimy na dupie, czekając na cud, rozpamiętując przeszłość. Żyjemy teraźniejszością do jasnej cholery! A najlepszym sposobem na to jest poznawanie nowych ludzi. Wchodzenie w nowe związki, bez łatek chłonnego papieru.

Nie da się ukryć, że czasami jest się ze stratą ciężko pogodzić. Atakują nas wspomnienia, co wpływa na uczucie do partnera. Niestety takie mamy mózgi, naturę. Nie da się z tym walczyć tak, aby wygrać. Można potępiać komentując innych, wyliczać na doświadczeniach znajomych... lecz czy coś to zmienia? Nie.

Życie według schematów "powinno się" prowadzi do tego, czego by się nie chciało. Serio ;) Trzeba planować, ale najważniejsze to przyjąć do wiadomości, że może nie wyjść i pogodzić się z tym.

Ach te ludzkie emocje. Jak dobrze być Marsjaninem, ganiającym po czerwonej planecie ;)


Koszula.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Portal randkowy sposobem na miłość?

A dlaczego nie? To jakiś uwłaczający sposób na szukanie szczęścia w życiu? Tutaj z koleżanką Sz. mamy zupełnie inne podejście. Można na to spojrzeć normalnie, bądź sceptycznie. Pora zaakceptować fakt, że czekanie na ławce w parku i dokarmianie gołębi, przechodzi pomału do lamusa - bez urazy ptaszki. Mamy nie korzystać z nowych technologii, tylko dlatego, że zabijają one tradycyjne podejście? Uważam, że to duży błąd, internet daje nam dużo możliwości, praktycznie nieograniczone. W tym poznawanie nowych ludzi - najlepiej liczonych z przekładem na realne życie! O ile nie dzielą setki kilometrów... wtedy można przymknąć jedno oko, ale drugie ma być czujne! Weźmy najpopularniejszy portal, onetowską sympatię. Czy można tam spotkać miłość swojego życia? Oczywiście, że tak i nie - w zależności na kogo się trafi. 

Sprawa wygląda tak: można użyć filtru, który pomoże nam w wyborze najbardziej interesujących nas... relacji? Brzmi trochę jak sklep z towarem, ale czy ludzie nie powinni do tego się przyzwyczaić? Naszymi przodkami handlowali jak dziś wołowiną, czy sałatą. Mimo, że niewolnictwo istnieje dalej , ale nie o tym - nie bądźmy hipokrytami. Co my tam mamy, przygoda, miłość, mężczyzna, kobieta, no i seks... nastoletni chłopcy z pewnością ucieszą się z możliwości podrywania dojrzałych dziewuszek! Wybór miejscowości, wieku - bomba! Bez wychodzenia z domu, mogę wybierać spośród kobiet, które chcą dokładnie tego co ja! Oczywiście o ile nie okażą się starszymi zboczeńcami, śliniącymi się przed monitorem... 

Oglądanie profilu - motto, znowu się powtarza, kolejne: "żyj i daj żyć innym" - niby banalne, ale prostota jasno definiuje filozofie właściciela. Dzieci... nie ma, stosunek do małżeństwa - nie wiem, przynajmniej obędzie się bez szybkiego ślubu, to chyba dobrze, prawda? Opis - cytat z piosenki, "jestem jak motyl wędrujący po kwiatach, jestem jak pszczoła, żądląca w oko..." Zdjęcia nie ma. To oznacza jedno, szukamy dalej. O, ładna buzia! - cholera przecież to modelka z Playboya, skąd wiem? dobre pytanie... nie odpowiem. Śmierdzi fake'iem - idziemy dalej. Kurcze! dobrze, że ta ma majtki... lecim do następnego. O! Jest! Idealna! Opis ciekawy, motto inne, zdjęcia potwierdzające jej osobę! No to mailujemy, spotkanie w kawiarni, potem park, dokarmianie gołębi... zakochanie i... 

i mamy miłość? Co ty na to Tubko z czerwoną mazią? Dlaczego to jest takie beee - wyjaśnij mi ;)

Koszula 

I co ja na to pozszywany kawałku materiału?

Jedno się zgadza, mamy do tego zupełnie inne podejście. Owszem kiedyś handlowano ludźmi, jednak nie przedstawiano ich wtedy jako podmiot, a przedmiot. 
Portale typu sympatia są dla mnie niczym półki sklepowe. Przychodzisz, oglądasz wybierasz. Na opakowaniu masz dokładny opis produktu, zatem też wiesz czego się spodziewać, czasami trafi się nam zwykły bubel, czyli niezgodność opisu z zawartością. Ten krótki opis wyboru produktu można idealnie wkomponować w funkcjonowanie owych portali. Logujesz, zamieszczasz swój opis mniej bądź bardziej udany (mniej bądź bardziej prawdziwy), do tego podrasowane zdjęcie, które ma pokazać to co masz najlepszego.  I tak jesteś na tym portalu, niczym ten produkt na półce i czekasz, aż ktoś będzie Cię potrzebował. Zaczyna się wirtualny flirt, później jakiś tam zalążek znajomości i zderzenie z rzeczywistością, czyli spotkanie. Jeśli spędzicie miło czas i nie uznasz go za stracony wtedy wszystko jet ok :)

Oczywiście można tutaj przytaczać mnóstwo sytuacji  filmowych, gdzie tak zaczęta znajomość kończy się wielką miłością, jednak to tylko filmy. Mocno przekoloryzowany, pokazujący dwójkę sąsiadów, którzy prywatnie się nie cierpią, a nocami korespondują, tudzież "złośliwe" przyjaciółki, które założyły kobiecie w potrzebie konto.

Tak Koszulo, owszem teraz mamy postęp. Tylko jeśli postęp ma oznaczać zamykanie się w wirtualnym świecie to ja podziękuje. Nie chce poznawać ludzi za pomogą filtru, który ma wygenerować moich potencjalnych partnerów. Godziny rozmów przez portale internetowe wolę zastąpić spotkaniami w kawiarniach, klubach, czy spontanicznej grze w siatkówkę. Zamiast wyobrażeń na temat jegomościa ze zdjęcia, wolę zakochać się w uśmiechu przechodzącego obok mnie mężczyzny.
Klawiatura przyjmie wszystko. Sprawi, że nawet największy burak pod słońcem, może stać jakąś egzotyczną roślinką.

Z drugiej jednak strony każdy sposób na zmianę swojego życia jest dobry. Jeśli owe portale mają komuś pomóc jak najbardziej należy z nich korzystać. Obecnie tworzy się nawet taki trend, że oprócz konta na portalach społecznościowych naturalnym jest, że posiada się konto na portalach randkowych. Nie patrzy się na to przez pryzmat "desperata", a osoby, która korzysta z nowych możliwości.

Ja jednak jak wspomniałam wyżej nie patrzę na to ani przez pryzmat "desperatki", ani przez pryzmat "możliwości" Zwyczajnie nie chce się czuć niczym ten produkt na półce  i mówiący "kup mnie" a w tym wypadku "umów się ze mną". Tak jednak mają tylko głupie idealistki.

Szminka.


piątek, 3 sierpnia 2012

Kobieta - cały film.

Kim jesteś kobieto?

Nie zazdroszczę współczesnym kobietom. Życie w kleszczach pomiędzy oczekiwaniami, a zachowaniem dawnego modelu, zakłóca odnalezienie się w świecie stworzenia relacji z mężczyzną. Pewnie nie wiecie, ale dzielicie się na dwa obozy (uświadamianie, piękna sprawa!). Pierwszy to inicjatorski, drugi workowy. Każdy z nich ma miliony odcieni i skrajności. To bez znaczenia. Ciągle się wam w mawia, że facet lubi być zdobywcą, wbijać chorągiewki. To kwestia podejścia, ale to bzdura. Dostajemy to co chcemy i odchodzimy dalej - słyszę dość często. A właściwie, czego można się po nas spodziewać? zapraszając do takiej gry. Oboje nie jesteśmy wtedy sobą i to ma zainicjować wielką miłość aż po grób? Raczej nie, chwilowe uniesienie, dreszczyk emocji, który popycha do konsekwencji, zazwyczaj płaczu w poduchę. Da się z tym walczyć, pracoholizm - choćby. Będzie jednak moment, kiedy zostaniesz sama ze swoimi myślami - a te jak wiemy potrafią nieźle spustoszyć.

Kobieto... A może trzeba coś zmienić? Postaram się Was zdefiniować. Chcecie dostawać jak najwięcej, przy jak najmniejszym wkładzie własnym - w większości. Bez oburzenia, dobrze wiem, że zdarzają się wyjątki. Mało ich, ale są, schowane gdzieś daleko, zepchnięte przez presje, słabo dostrzegalne. Mniejsza. Przy okazji tej postawy, doczepia się łatka całkowitego nieogarniania swoich spraw. Umówmy się, wiecie czego chcecie. Facet ma być zadbany, darzyć Was wielkim uczuciem, dobrze zarabiać, dbać o kobietę, rozmawiać z nią, oglądać filmy, zawozić do teściów, być idealnym ojcem i mężem. Wymarzony scenariusz? To dlaczego nie sprawia Ci to przyjemności? Bo się przyzwyczaiłaś. A świat sprzyja rozwodom, zdradom i zmianie obyczajów. A do tego nie da się zachować proporcji.

Chcesz dużo rozmawiać. Zgoda, plotki, głupoty, życie codzienne, przyjaciółka to, zjadłam na kolacje takie coś, kanar sprawdzał mi bilet, zumba jest czadowa, do solniczki trzeba wrzucić ryż, widziałeś gdzieś moją torebkę, dlaczego nie wrzuciłeś tych skarpet do kosza, umyjesz te naczynia, czy nie - zazwyczaj ciągniemy te barwnie przez Was opisywane historyjki, z najdrobniejszymi szczegółami. Robimy to godzinami, dniami, ale wystarczy tylko jeden moment, kiedy powiemy dość, i zaczyna się koncert wypomnień. Nieświadome tego jak wiele wrzuciłyście w nas waszych opowiadań, myślicie, że nie słuchanie Was narosło do takiej skali, że trzeba się zastanowić nad sensem związku. Analizujecie, spotykacie się z przyjaciółkami, no kobiety drogie... co Wam może poradzić tak neutralna osoba? Jasne, że wyszczerzy oczy ze zdumienia jak to ciężko się układa, że podziwia wytrwałą postawę i zaleca szukania kolejnej miłości. A kiedy naprawdę trzeba zdobyć się na dojrzałość, chowacie się za odrzuceniem połączenia, kasowaniem smsów, unikaniem spotkać. Takie jesteście, niestety. Emocjonalne, niepewne, rzucające się w kryjówki, kiedy nie powinno się tego robić.

Czekacie wiecznie na ideał, bez zastanowienia, że Wy także dla niego musicie być ideałem. Mijają lata, kolejne związki się nie udają, bo czekacie, za mało dajcie od siebie. Facet popłacze tydzień, machnie ręką i wróci do swojego życia(nie wszyscy, w zależności ile uczuciowej lokaty zainwestował). A wy za każdym razem będziecie sobie pluć w twarz, nie licząc sytuacji, kiedy znajdziecie kogoś wartościowego, dla którego będziecie oddawać wiele, no chyba, że Was kopnie w tyłek. Wtedy powtórka, płacz, poducha, napisać, nie napisać, ciekawe co u niego - już za późno kobieto.

Stawianie siebie na piedestale nagrody, nie wróży niczym dobrym, można tak żyć. Ale trzeba pamiętać, że facet zawsze zacznie mieć wtedy drugie życie, o którym nie zawsze możesz wiedzieć. Życie mimo wszystko nie jest schematem, zawsze reaguje dość indywidualnie. Dlatego wrzucanie do jednego wora sporej części to błąd - ale czasami nie ma wyjścia, kiedy załamuje się ręce na to co się ogląda. Faceci także się zmienili, więcej zdradzają, chcą więcej, niewieścieją, gardzą pewnymi fundamentami ważnymi dla solidnego związku. Stąd tyle problemów dla kobiety dziś. Niby ma wszystko, a tak naprawdę nie ma najważniejszego.

Wychodzi na to, że usprawiedliwiam nieco moich braci samczyków... Przejdźmy zatem do podsumowania. Ten wpis całkowicie mi nie wyszedł, przynajmniej nie po mojej myśli, ciężko jest to ugryźć. Sądzę, że nawet książka podzielona na rozdziały nie byłaby nawet małym ułamkiem wyjaśnienia kim jesteś kobieto. I dlaczego tyle zła i dobra ze sobą przynosisz. Gdybyś nie miała piersi, pewnie byś wyginęła. Raz zaapelowałem w którymś wpisie, zrobię to raz jeszcze. Dawajcie z siebie więcej, uczucie się na błędach, wyciągajcie solidne wnioski, bo wierzcie mi, dopóki oboje dajecie(związek) z siebie po równo, sporo, wiele, to będziecie razem szczęśliwi. Rozmowy na ważne tematy nie powinny być ucieczką dla Was - wiem, najczęściej te poważne zaczynają się od przeskrobania czegoś przez drugą stronę - stąd zamykanie się na nią. To błąd, trzeba wszystko sobie wyjaśniać, nie pozwolić, aby oddać pole czasu, bo ono nie działa na naszą korzyść, w przypadku unikania czegokolwiek.

Koszula  

Mężczyzno!
Nie jesteś małym zagubionym chłopcem, który musi zgadzać się na wszystko. Też masz prawo głosu! (patrzcie jaka ja odkrywcza jestem!).

Śmieszą mnie takie wywody sfrustrowanych Panów. Wybacz Koszulo, ale mówienie po raz wtóry o ideałach, jest zwyczajnie nudne. Owszem mamy gdzieś z tyłu głowy jakiś opis naszego "pana idealnego". Otrzymuje on cechy naszych ulubionych aktorów, czy bohaterów, jednak zawsze mamy dodany ostatni punkt "Ma być nasz, i reszta się nie liczy". No już nie uśmiechaj się tak! Zapytaj swoje koleżanki o ich "ideały", a potem spójrz na mężczyzn z którymi są. O popatrz, ideał ten z listy z ukochanym mężczyzną nie ma nic wspólnego!Wiesz dla czego? Sprawa jest prosta, bo żeby ktoś dla nas stał się ideałem, wystarczy go pokochać :)

Bierzemy dużo, a dajemy mało? Ciągłe wymagania? 
Krótkie pytanie: Czy powiedziałeś kiedyś czego chcesz? Czy tylko zawsze zgadzałeś na to, co mówiła Twój połówka?
Jeśli milczałeś i ślepo wykonywałeś polecenia, a później nagle nastąpił wielki bum to nie dziw się, że wybranka Twa będzie zdziwiona, że masz do niej pretensje. Czekaj jak to szło? Rozmawiajmy!

Tak drodzy Panowie, jesteście mistrzami w ucieczce od rozmów i odkładania wszystkiego na potem. "Jakoś się ułoży". Może raz, drugi, ba a nawet trzeci, coś gdzieś rozejdzie się po kościach, ale niewyjaśnione sprawy, na zawsze pozostają niewyjaśnione. Kiedy jednak tych niewyjaśnionych spraw rośnie, to urocze gniazdko jakie sobie uwiliście z waszą drugą połówką zwyczajnie popada w ruinę i czasami na generalny remont, jest już za późno.

Tematyka rozmów? No tak, problemy dnia codziennego czyli brudne naczynia, pełny kosz, czy zatkany zlew. O i nasi znajomi i nasza chęć podzielenia się z tym z osobą z która rozmawiamy o wszystkim? Dziwne, bardzo dziwne.... Następnym razem wystarczy zwyczajnie zmienić bieg rozmowy, jeśli nie da się tego zrobić zgrabnie przechodząc na wybrany przez Ciebie temat, a jeśli przedstawicielka płci pięknej nie skora do tak delikatnej i subtelnej zmiany to jest na to jeszcze jednej sposób. Drodzy Panowie, przypomnijcie sobie czym jest pocałunek i do czego służy :))

Kwestia zdobywcy. Tutaj sprawa jest prosta, jeśli coś przyszło zbyt łatwo jest niedoceniane. Jeśli kobieta nie zaintryguje Was wystarczająco, nie sprawi, że będziecie pamiętać zarówno jej waloru wizualne, jak i intelektualne, nie ma co liczyć na poważny związek. Smutne, ale prawdziwe. Drodzy Panowie, z Koszulą na czele z ręką na sercu zastanówcie się ile kobiet Was zaintrygowało i dlaczego? I iloma z nimi byłe te, które mieliście na pstryknięcie palcami.

Panowie, minęły czasy. kiedy brałyśmy co się dało. Rodzina, jest dla większości z nas bardzo ważna, dążymy do tego aby mieć kogoś u swego boku. Jednak nie za wszelką cenę! Związek ma uskrzydlać (wiem, wiem banalne porównanie), ale tak jest, ma sprawić, że będzie zmotywowani, a wsparcie, które daje nam partner ma nam pomagać w spełnianiu marzeń. To wymóg zarówno męskiej, jak i żeńskiej strony. Jeśli tak nie jest, a my czujemy się jak w klatce, to lepiej odpuścić.

Koszulo, a Ty sobie kup jakąś dmuchaną lalę, jak tak Ci na tych piersiach zależy!


Pozdrawiam,
Szminka.